Łani nie było

Stała sobie na skraju brzozowego lasu, do którego lubię zaglądać. Była taka dostojna, taka piękna i już się cieszyłam, że uwiecznię ten piękny obrazek, te piękne chwile, dla których warto żyć. Ale gdzie tam. Nikon spłatał mi figla, się wziął i zaciął. Kiedy udało się odblokować, Łani nie było. Już kilka fajnych zdjęć straciłam. I tak sobie chodzę co jakiś czas, zerkam w stronę brzozowego lasu z nadzieją…….. Łani jednak nie zastaję. Za to dzisiaj spotkałam żabę. Też byłam uradowana, bo już od kilku lat nie widziałam tego stworzonka.

Tylko proszę się nie śmiać

Wsiadłam ci ja na rower a tu klapa. Pod małą górkę, którą w okolicach kościoła pokonywałam bez problemu ledwo podjechałam, a nogi bolą co raz bardziej. Ale co tam mknę dalej, chociaż trudno to nazwać mkaniem czy może mknięciem, a nogi bolą co raz bardziej, bo tych górek na mojej rekreacyjnej trasie trochę jest. Na jednej z nich tak mi dawało, że musiałam zejść z roweru, rozluźnić nogi i dojść do wypłaszczenia. Ledwo dojechałam do domu. I dopiero w drodze do piwnicy z rowerem olśniło mnie, że może jest mało powietrza w kołach. I tak było, a szczególnie w tylnym. Ten mój zadziwiał się, śmiał się, ale koła napompował. Już nie mogłam się doczekać, kiedy znowu pojadę z tymi napompowanymi kołami. Wczoraj był za duży wiatr, za to dzisiaj od rana ładna pogoda, to wyciągnęłam swoje składaczka i hajda na trasę. Mówię Wam, jak super się jechało. Pokonałam każdą górkę, nawet tę co tak dawało, że ………., o czym powyżej. Tylko proszę Was, nie śmiejcie się ze mnie, bo już zostałam obśmiana we własnym domu. 😉 . 😀 😀 😀 😀 . A może ktoś z Was miał podobną przygodę rowerową, bo ja znam jedną panią z taką właśnie przygodą, gdzie skończyło się przebiciem dętki i prowadzeniem roweru duży dystans. Jak mi o tym opowiedziała, to poczułam się o wiele lepiej. 😉 . 😀 😀 😀 .