Mój paprykowy eksperyment

Podobno kisić można wszystko. Bardzo lubię paprykę, a ocet od pewnego czasu nie jest mi przyjazny, więc postanowiłam poeksperymentować z papryką. Naczytałam się w internetach różnych opinii i przepisów. Jeden z nich mówił, że zrób tak jak ogórki i ciesz się smakiem kiszonej papryki w zimowe dni. Niestety nie sprawdziło się, wszystko d wyrzucenia. Całe szczęście, że nie zrobiłam tego dużo. Drugi mówił, że zrób jak ogórki i pasteryzuj 15 minut. Pasteryzacja za długa. Papryka była bardzo miękka, ale jak ktoś lubi to czemu nie. W tym sezonie zrobiłam dwie wersje, pasteryzacja 5 minut, druga wersja jest taka, że po przygotowaniu tak jak ogórki, zalałam osolonym wrzątkiem /na litr wody, łyżka soli, odwróciłam do góry dnem, otuliłam kocem i pozostawiłam do rana. I to jest najlepsza wersja. Papryka jest taka prawdziwa kiszona i do tego jędrna. I przy tej wersji pozostanę.

Dawno takie nie było

Wczoraj był piękny dzień. No nie mogłam nie wyjść, aby połazić po kniejach i przespacerować się moim ulubionym szlakiem. Towarzyszył mi, jak zwykle, Nikon. Opłaciło się. Wracałam cała uszczęśliwiona, a spotkani sąsiedzi nie omieszkali zapytać, czy wyjście udane? Jak najbardziej było udane, ba powiem więcej, dawno takie nie było.

sójka
gil

Ten pierwszy to kos.