Tym razem blacha

Chyba już pisałam o tym, że ciasto drożdżowe u mnie musi być stale? Pytam samą siebie, bo nie jestem pewna. Zawsze piekłam w małych blaszkach. Tym razem naszło mnie na dużą blachę. Zwykle nie piekę z kruszonką. Tym razem zrobiłam wyjątek, bo mój wnusio uwielbia ciasto właśnie z kruszonką.

Na Facebboku moja znajoma humorystycznie tę blachę skomentowała. Tak mnie się ten komentarz spodobał, że chcę się z Wami podzielić: A o to on: „Od samego patrzenia zrobiłam się cięższa”. 😀 😀 😀 .

Znowu go nie było

Wczoraj wybrałam się do lasu. Nie martwcie się 😉 , nie zapuszczam się daleko. Mój las jest otoczony budynkami mieszkalnymi. Chodzę tak, aby mieć je w zasięgu wzroku. Odwiedzam to magiczne miejsce z nadzieją, że czarny dzięcioł, mam już różne, da się wreszcie sfotografować. Czasami przeleci między drzewami, czasami przysiądzie na krótko, że nawet nie zdążę nakierować na niego obiektywu, a czasami, tak jak wczoraj, nie zobaczę go wcale. Przywołuję go, proszę, błagam, ale on sobie nic z tego nie robi. 😉 . Może tak droczy się ze mną, może ma zaplanowany jakiś dzień na to utęsknione prze ze mnie spotkanie. Będę cierpliwie czekać. 🙂 .

Kosztele

Tamtego dnia z jesienią na targ się umówiłam. Znajoma też tam była. Jej skarby w skrzyniach miała i do zakupów zachęcała. Gdy kosztele zobaczyłam, od razu 5 kg kupiłam. Już się suszą, zapach rozsiewają, do zimowej herbatki się wpraszając. Pora wieczorowa będzie wtedy miła, a ja powiem do siebie, jak to dobrze, że tak zrobiłam.

Kosztele

Kto z Was pamięta ten dawny smak? W dzieciństwie zajadałam się nimi. Spotkanie ich tam na targu sprawiło mi ogromną radość. 🙂 .